Menu

Odnowa Radom2016

A+ A A-

Świadek zmartwychwstania

Świadek zmartwychwstania

Kiedy Avezzano, włoskie miasteczko, leżące w górzystej Abruzji, nawiedziło trzęsienie ziemi, mały Emidio i jego tata byli akurat w kościele. Mieszkańcy miasta przyznali później, że tak silnych wstrząsów nie pamiętali nawet najstarsi z nich. W gruzach legło wiele domów. Zawalił się też kościół, zasypując modlących się parafian. Emidio zapamiętał z tego wydarzenia, że niespodziewanie jakiś nieznany mu mężczyzna z zakrwawioną twarzą zaczął wydobywać ich spod gruzów. 

Minęły lata. Emidio został kapłanem, kapucynem i przyjął imię zakonne Domenico. Kiedy w 50 lat od pamiętnego trzęsienia ziemi odbył swą pierwszą pielgrzymkę do sanktuarium „Il Volto Santo” – Świętego Oblicza – i stanął przed chustą, przedstawiającą Oblicze Chrystusa, zadrżał: 

- Ja znam tę twarz… Przecież to On… On wydobył mnie wtedy spod gruzów!… 

O. Domenico poprosił wkrótce o przeniesienie do konwentu kapucynów w Manoppello, gdzie już do końca życia mógł kontemplować swojego Wybawcę. 

Co takiego znajduje się w Manoppello? 

W małym kościółku w Manoppello w Abruzji (godzinę drogi od Avezzano) znajduje się relikwiarz, a w nim delikatna chusta, przedstawiająca naturalnej wielkości Oblicze Chrystusa. Stąd nazwa kościoła – Il Volto Santo. 

Paul Badde, autor książki o całunie z Manoppello, napisał: Widzę twarz brodatego mężczyzny z lokami na skroniach i złamanym, wąskim nosem. Prawy policzek jest spuchnięty, broda częściowo wyrwana. Mężczyzna ma rzadką, młodzieńczą brodę, tak że widać niemal każdy włos, i delikatne, prawie kobiece brwi. Na środek wysokiego czoła opada mały kosmyk. Kiedy się dokładnie przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust, na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran; można jednak odnieść wrażenie, że odcień ten kryje się gdzieś „we wnętrzu włókien”, jak na hologramie. Podobne plamy znajdują się pod oczami i na opuchliźnie prawego policzka. Na obrazie nie widać szyi ani uszu, które znikają pod włosami. Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. Zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie. Łagodne miłosierdzie. Żadnego bólu, gniewu, przekleństwa na ustach. Twarz na obrazie przypomina oblicze człowieka, który właśnie zbudził się ze snu. Cienie pod oczami i na powiekach są tak delikatne, że sam Leonardo da Vinci nie byłby w stanie wznieść się na wyższy poziom malarskiego kunsztu. Kolor włosów i skóry oscyluje między brązem, miedzią i kasztanem. Usta są na wpół otwarte. Dolna linia górnej wargi jest wyraźnie zarysowana, jakby ołówkiem. Wyraźnie widać końcówki przednich zębów; dolne są jak maleńkie perełki światła. Można nawet określić dźwięk, który wydobywa się z tak uformowanych ust – to ciche „a”. (…) Twarz z obrazu spogląda na mnie jak żywa. 

Obraz nienamalowany ręką ludzką 

Mieszkańcy Manoppello wierzą, że obraz nie został namalowany ręką ludzką. Namalowany? Zbadano włókna, które znajdują się w chuście. Okazało się, że jest to bisior – jedna z najdroższych tkanin świata starożytnego. Znawczyni sztuki tkackiej, Chiara Vigo, zwraca uwagę, że na bisiorze – delikatnej tkaninie, pochodzącej między innymi z niezwykle cienkich nitek, wytwarzanych przez morskie małże – w żaden sposób nie można było malować (ze względu na dużą ilość zawartej w nich soli). Owszem, taką tkaninę można było farbować – na różne odcienie koloru złotobrązowego, czerwieni i zieleni. Płótno z Obliczem Chrystusa zachowuje się też w sposób charakterystyczny dla bisioru: to jedyny materiał, który przepuszcza jasne światło, w cieniu nabiera barwy brązowej, a gdy go łagodnie oświetlić, staje się miedzianozłoty. Kto jednak naniósł na ciemną w odcieniu chustę jasne Oblicze Pana, skoro nie można znaleźć na niej najmniejszych śladów farb ani pigmentu? 

To nie koniec niespodzianek 

Siostra Blandina Paschalis Schlömer ze zgromadzenia trapistek, zajmująca się zresztą pisaniem ikon, porównała foliogramy Oblicza z Manoppello i Całunu Turyńskiego. Jakież było jej zdumienie, gdy okazało się, że mimo różnej faktury materiałów (delikatny bisior i szorstki len). Obrazy obu Twarzy drobiazgowo się pokrywają. W dodatku Całun to jakby negatyw, a Chusta – pozytyw odbicia Chrystusa. Profesor historii sztuki z Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, jezuita Heinrich Pfeiffer wyjaśnia, że to właśnie mieszanina mirry i aloesu, którymi namaszczono Ciało Jezusa w czasie pogrzebu, sprawiła, że płótna zachowały się jak… klisze fotograficzne. Siostra rozpoczęła więc kolejne badania i okazało się, że podobieństwo z Welonem z Manoppello wykazują także starochrześcijańskie ikony, a nawet oblicze Jezusa z Krzyża z kościółka w San Damiano. Ale to nie koniec niespodzianek. Okazuje się bowiem, że idealnie pasują do siebie Oblicze z Manoppello i Oblicze z pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego, autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego. 

Warto tu wspomnieć o cennej relikwii, przechowywanej w Oviedo w Hiszpanii – chuście, na której nie ma co prawda żadnego wizerunku, ale znajdują się na niej plamy krwi i wody – Krwi grupy AB, takiej samej, jak ta na Całunie Turyńskim – oraz… pyłki ostu, który wiosną kwitnie w okolicach Jerozolimy. Paul Badde, który modlił się przed Chustą, tak opisał to, co wyczytano o niej podczas naukowej analizy: „Żywa krew” sączyła się Mężczyźnie z ran na tyle głowy, zaś „krew umierającego” popłynęła z Jego ust i nosa. Kiedy głowa opadła na piersi, krew popłynęła aż na czoło. (…) Na głowę Ofiary wciśnięto wieniec z cierni. Jego śmierć była śmiercią umierającego na krzyżu. Siostra Blandina dokonała porównania także tej relikwii z Całunem z Manoppello. I tutaj szczegóły się zgadzają. 

A jednak Oblicze z Manoppello nie przedstawia Chrystusa umęczonego, umarłego. 

Co zobaczył św. Jan? 

Jak pamiętamy, św. Jan Ewangelista swoje doświadczenie z poranku Zmartwychwstania opisuje krótko: Ujrzał i uwierzył. Używa jednak jednego z sześciu greckich słów, oznaczających widzenie: eiden. Oznacza ono, że nie tylko zobaczył, ale i zrozumiał. Co więc zobaczył św. Jan, że nie mógł zaprzeczyć faktowi Zmartwychwstania? 

Zgodnie ze zwyczajem żydowskim, kiedy Jezusa składano do grobu, owinięto Go w kilka warstw płócien. Twarz zasłaniała chusta (właśnie ta, którą możemy oglądać w Oviedo), podtrzymywał ją specjalny czepek (tę relikwię z kolei można oglądać na południu Francji z Cahors). Całe Ciało spowijał lniany całun. W geście miłości czyjaś dobrotliwa ręka (czyja? Maryi? Marii Magdaleny? Józefa z Arymatei, który kupował płótna?) zarzuciła na zakryte już Oblicze Chrystusa delikatny welon z drogiego bisioru.

Kiedy św. Jan wszedł do grobu, ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu (J 20, 6-7). Chusta z Oviedo, zakrzepła od Krwi, zesztywniała i leżała jakby zwinięta, ale nie osłaniała już Jezusa, podobnie lniany całun. Apostoł zrozumiał, że Zmartwychwstały Jezus w tajemniczy sposób przeniknął przez płótna, pozostawiając je prawie nienaruszone. Prawie – zostawił bowiem na nich Swoje odbicie: ślady Męki na całunie, który spowijał Jego Ciało oraz Oblicze na delikatnej bisiorowej chuście. To Twarz Chrystusa zmartwychwstającego, a więc jeszcze nie w pełni przemienionego (wiemy, że potem, po Zmartwychwstaniu, nawet Maria Magdalena czy uczniowie idący do Emaus nie będą Go mogli z początku rozpoznać). 

Dlaczego w maleńkim Manoppello? 

Dlaczego jednak niemy świadek Zmartwychwstania nie znajduje się w muzeach watykańskich, ale w małym kościółku, zagubionym w górach Abruzji? Historia spisana przez miejscowego kapucyna, o. Donata da Bombę w XVII w. zawiera pewne nieścisłości. Miejscowa legenda mówi, że w 1506 roku chusta trafiła do Manoppello przyniesiona przez anioła. Paul Badde, rekonstruując jej historię, doszedł jednak do innych – choć nie mniej interesujących wniosków. Otóż relikwia początkowo znajdowała się pod opieką cesarza w Konstantynopolu, a potem - papieży w Rzymie. Potwierdza to nawet… Marcin Luter, który w jednej ze swych wypowiedzi oburza się, że papież pokazuje przeźroczysty kawałek płótna, na którym nic nie widać i każe ludowi wierzyć, że widnieje tam odbite Oblicze Chrystusa (tymczasem jest to jedna z właściwości bisioru – a tym samym chusty z Manoppello – że pod pewnym kątem i oświetleniem wydaje się być przeźroczysty). 

W latach dwudziestych XVI wieku papież Urban VIII postanowił godnie uczcić relikwie Męki Pańskiej (a więc fragment Krzyża, gwoździe, deskę, na której wypisano winę Pana Jezusa, włócznię, którą przebito Jego Serce oraz chustę, którą zwano „Weroniką” – od greckich słów vera eikon – prawdziwy obraz), umieszczając je w kolumnach, podtrzymujących bazylikę św. Piotra w Rzymie. Niestety, podczas remontu bazylikę ograbiono – między innymi z tej właśnie cennej relikwii. Zabrał ją zapewne jakiś możnowładca, schował, a kiedy papież, wydał zarządzenie, aby oddać wszystkie kopie Weroniki (aby je zniszczyć), szlachcic nie wiedząc za bardzo, co z nią zrobić, podarował ją kapucynom w Manoppello. Trzeba było jednak znaleźć jakiś sposób, aby chustę ocalić przed zniszczeniem – stąd powstała legenda, że nie jest to chusta Weroniki, że w Manoppello znajdowała się dużo wcześniej, a w związku z tym nie trzeba jej oddawać papieżowi. Przez wiele wieków Il Volto Santo było ukryte i czczone w małej górskiej miejscowości, jednak w ostatnim dziesięcioleciu, dzięki uporowi trójki Niemców – s. Blandiny, dziennikarza Paula Badde oraz prof. Pfeiffera stało się znane na całym świecie. 

Jak patrzy Jezus? 

Krótko po śmierci Jana Pawła II kardynał Joachim Meisner z Kolonii pielgrzymował do Świętego Oblicza w Manoppello. Pisał potem tak: On nie patrzy nam jedynie w oczy. On patrzy w głębię naszego serca. Nie oczami wodza czy surowego sędziego, lecz oczami brata i przyjaciela. To oczy Dobrego Pasterza, a w wywiadzie dla telewizji powiedział: Widziałem zmartwychwstałego Pana! 

Paul Badde również próbował określić wzrok Chrystusa: szukając w duchu odpowiednich słów: pokora, łagodność, delikatność, spokój, powściągliwość, odwaga; odrzucałem te określenia jedno po drugim, ponieważ żadne nie oddawało w pełni tego, co kryło się w oczach Baranka, którego chrześcijanie czczą jako swego Pasterza. 

Co czuje siostra Blandina, która codziennie może wpatrywać się w oczy Jezusa z Całunu w Manoppello? Wielką dobroć. Czuję na sobie przenikliwe spojrzenie. Święte oblicze jest dyskretne. Jezus ma oczy baranka. Nie ma w nich cienia oskarżenia. Są tacy, którzy nic nie widzą i niczego nie czują (…). Inni doświadczają spotkania z żywym Jezusem. Do tego potrzebne są oczy wiary (…). Czasami wyjeżdżając z Manoppello nie pamiętasz twarzy. Ale zostaje coś więcej: wspomnienie spotkania żywego człowieka. 

Kiedy papież Benedykt XVI pielgrzymował w 2006 roku do Manoppello, w swoim przemówieniu zachęcał wiernych do pogłębiania relacji z Chrystusem, do kontemplacji: szukanie oblicza Jezusa musi być pragnieniem wszystkich chrześcijan! 

Niech inspiracją do tego będą dla nas słowa kard. Meisnera: Zanim rozpocznę modlitwę, zawsze spoglądam w oczy Jezusa. A On patrzy wprost w nasze serce (…). Jego spojrzenie napełnia nas odwagą. Jeśli to prawda, że najkrótszą drogą do spotkania dwojga ludzi jest spojrzenie, o ileż bardziej dotyczy to spotkania człowieka z Bogiem. 

Renata Czerwińska 

Artykuł z "Posłania" 4/2009

Powrót na górę

Popularne artykuły

  • O. J. Bashobora - Radom 8.03.2017r. /audio + zdjęcia/
    O. J. Bashobora - Radom 8.03.2017r. /audio + zdjęcia/ Rekolekcje z o. Johnem Bashoborą, odbyły się 8 marca 2017 roku w hali MOSiR w Radomiu. Hasłem jednodniowego spotkania były słowa Pana Jezusa "Twoja wiara cię uzdrowiła" (Mk 10,52), skierowane do niewidomego żebraka Bartymeusza, który natychmiast został uzdrowiony. Poniżej prezentuemy zapis audio z konferencji i homilię oraz foto relacje z…
  • Homilia z Mszy św z modlitwą o uzdrowienie 23.01.2017r.
    Homilia z Mszy św z modlitwą o uzdrowienie 23.01.2017r. (Mk 3,22-30) Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom…
  • Konferencja charyzmatyczna 2017